Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Euro 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Euro 2012. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 lipca 2012

Euro z krakowskiej ławki - Espana campeon! Viva Espana!

Wydarzenia związane z Euro 2012 specjalnie dla szwajcarskiej Polonii komentuje - już po raz ostatni - dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego. 
Fot. Reuters
      - Święta, święta i po świętach. – Euro, Euro i po Euro... Trzy tygodnie minęły błyskawicznie, jesteśmy po 31 meczach. Wbrew obawom malkontentów, turniej na Ukrainie i w Polsce udał się. W naprawdę szybkim tempie powstały stadiony, pobudowano trochę dróg, dworców - może nie wszystko co zamierzano, ale postęp jest. No i doszła tradycyjna nasza gościnność, ekipy piłkarskie wyjeżdżały z Polski zadowolone z pobytu i kwater. Nie było na Euro większych zakłóceń, a przecież przed turniejem obawiano się nawet zamachów terrorystycznych. Tymczasem panował spokój, nie licząc incydentów przed meczem Polska – Rosja w Warszawie i bójki Rosjan ze stewardami we Wrocławiu, ale takie rzeczy zdarzają się wszędzie. A teraz jeden z naszych polityków ogłasza, że Euro było fundamentalną klęską. Niby chodziło mu o zaniedbania w infrastrukturze, ale tak naprawdę chciał swą oryginalną tezą znów wypłynąć na powierzchnię wydarzeń oraz przywalić organizatorom. Jednak sądzę, że te mistrzostwa ludzie w Polsce będą wspominać długie lata. Kiedy trafi się nam podobna impreza? Nawet gdy niedawno Zakopane - trzeci juz raz - walczył o organizację narciarskich mistrzostw świata, znów dostało odmowę... 
     Ale nie tylko ten opozycyjny polityk jest niezadowolony z Euro. Także pewna branża zanotowała straty. Był w radiu wywiad z przedstawicielką branży uciech cielesnych. Spodziewano się wielkich zysków w trakcie turnieju, otwierano lokale w okolicach stadionów, wzmocniono kadrę; licząc, że kibice z całej Europy spędzą u nas czas pod znakiem 3 P (piłka, piwo, pieszczoty). I co? Kibice postawili tylko na pierwsze dwa P, te emocje jak widać im wystarczyły. 
     Przykro tylko, że nie popisali się nasi piłkarze. Wybrańcy trenera Franciszka Smudy zrobili za mało - tylko dwa remisy w trzech meczach i to na swoim terenie – to jak na 2,5 roku specjalnych przygotowań źle. Zbyt dobrych piłkarzy trener nie miał, fakt, ale dlaczego ustawiał zespół defensywnie? Samymi remisami nie da się awansować! 
     Tym jedenastym komentarzem (11 jest też piłkarzy w drużynie), żegnam się z Państwem i dziękuję za uwagę. W trakcie turnieju przedstawiałem też swoje typy. Początek miałem kiepski, stawiałem bowiem na sukces Holandii i odpadnięcie Grecji z grupy. Nie wyszło mi, ale rozkręcałem się w trakcie imprezy. Jak Hiszpanie. Dokładnie wytypowałem wynik w półfinale Włochy – RFN 2-1 oraz postawiłem w finale na Hiszpanów. Wyszedłem z założenia, że Włosi rozegrali już w półfinale swój najlepszy mecz na tym Euro, a Hiszpania jeszcze nie. W dodatku tak dobrej, bo swobodnie, dokładnie i szybko grającej w środku pola drużyny jak Hiszpania nie widziałem od czasów legendarnej Brazylii czasów Pelego. Pamiętałem też, że w tegorocznej Lidze Mistrzów Real Madryt i Barcelona odpadły w półfinale, Hiszpanie nie zdobyli wtedy wymarzonego trofeum, więc piłkarze tego kraju będą chcieli zrekompensować sobie to niepowodzenie w Polsce i na Ukrainie. 
     I rzeczywiście, w finale była to wielka Hiszpania. 4-0 nigdy nikt nie wygrał w meczu o złoto. Hiszpania jest pierwszym krajem w historii, który obronił tytuł mistrza Europy. 
     W XX wieku Włosi mieli patent na piłkarzy Hiszpanów, którzy mogli mówić o kompleksie włoskim. Dopiero w XXI wieku role się odmieniły i rzeczywiście teraz punkt ciężkości europejskiej (oraz światowej) piłki znajduje się w na Półwyspie Iberyjskim. A najlepszy piłkarz turnieju? Dopiero będą dyskusje! Postawiłbym na bramkarza Hiszpanów Ikera Casillasa. 
     Udane Euro 2012 za nami. Dzięki Polsko, dzięki Ukraino, dzięki Hiszpanio! 
Jan Otałęga 

piątek, 29 czerwca 2012

Euro z krakowskiej ławki - Ostatni akord: Włosi czy Hiszpanie?

Wydarzenia związane z Euro 2012 specjalnie dla szwajcarskiej Polonii komentuje dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego.

Fot.: East News
Kraków zwany był piątą areną tegorocznych mistrzostw Europy. Choćby z tego powodu, że aż trzy ekipy znalazły tu kwatery w trakcie turnieju. Najszybciej do domu wyjechali Holendrzy, którzy trenowali na stadionie Wisły. Zyskali duża sympatię, kiedy po przyjeździe do Krakowa spotkali się w towarzyskim pojedynku z młodzieżą. Na „prawdziwym” boisku doznali jednak trzech porażek i pożegnali Kraków. 
     Dłuższy czas spędzili w Krakowie piłkarze Anglii, mieszkając obok Rynku Głównego i trenując na boisku Hutnika, gdzie wcześniej zasiali trawę. Po półrocznej nieobecności piłkarze Hutnika wrócą teraz na ten stadion i będą mieli murawę jak nigdy dotąd. 
     Włosi zostali u nas najdłużej. Ich trener Cesare Prandelii z swymi kolegami wybrał się pieszo aż do klasztoru w krakowskich Bielanach. To było 21 kilometrów. Włosi z Wieliczki wyszli nocą, dotarli do kamedułów o świcie, wrócili już samochodami. Nie wiem, czy trener wymodlił na Bielanach zwycięstwo swej drużyny w półfinale, ale wiem swoje. Może Państwo nie uwierzą, niemniej mam świadków: przed meczem w Warszawie postawiłem 2-1 dla Włochów. Szkoda tylko, że nie poszedłem do bukmacherów... 
     Końcowy wynik na Stadionie Narodowym nie zdziwił mnie więc. Nie uległem bowiem powszechnej opinii, że na tym Euro „Niemcy idą jak burza”. Owszem, wygrali swoje dotychczasowe cztery mecze, ale nikt nie zwrócił uwagi, że 1-0 z Portugalią było bardzo szczęśliwe. Portugalczycy oblegali bramkę niemiecką, strzelali w słupek, faworytowi sprzyjała fortuna. Drugi sygnał ostrzegawczy odczytałem w spotkaniu Niemcy – Grecja. Słabsi o klasę Grecy potrafili strzelić aż dwa gole. Czyli obrona nie była monolitem, według mnie z Boatengiem i Badstuberem o wiele słabsza niż jej odpowiednik w wielu poprzednich turniejach. 
     Włosi potwierdzili, że są drużyną turniejową. Zwykle w kolejnych mistrzostwach wolno się rozkręcają, a grają coraz lepiej, gdy zbliża się finał. Przypomnę rok 1982 i Mundial w Hiszpanii. Najpierw po słabej grze Włosi remisowali z Polską, Peru i Kamerunem, a potem jak z nut wygrywali z Argentyną, Brazylią, Polską i Niemcami, zdobywając złoty medal. W Warszawie włoskie calcio potwierdziło swoje zwyczaje. Jeszcze w ćwierćfinale Italianie męczyli się z Anglia (po 0-0 wygrali dopiero w karnych), ale w czwartek wieczorem była to drużyna klasy światowej. Teraz oczywiście, jak słyszę, w finale wszyscy stawiają na Włochów, pamiętając przeciętny występ Hiszpanów w półfinale z Portugalią 0-0 (karne 4-2). Idąc pod prąd, postawię na Hiszpanów. Włosi oczywiście są świetni, ale biorąc pod uwagę mecz obu rywali w fazie grupowej 1-1, pamiętam, że Hiszpanie byli wtedy minimalnie lepsi od Włochów. Ponadto organizacja gry u Hiszpanów stoi na wyższym poziomie niż u Niemców, mają też lepszą obronę niż zespół trenera Joachama Loewa. Nie zdziwię, gdy w niedzielę w Kijowie włoska kosa trafi na hiszpański kamień i gracze Realu oraz Barcelony obronią tytuł sprzed czterech lat. Minus drużyny hiszpańskiej to brak na tym turnieju „żądła” w ataku, jakim jest u Włochów gwiazda warszawskiego półfinału Mario Balotelli. 
     I na koniec ranking pretendentów do złotego medalu, według opinii ekspertów, dotychczasowej gry drużyn i ich możliwości: 
1. Włochy
2. Hiszpania
     Z kolei ja klasyfikuję brązowych medalistów za ich grę w turnieju: 
3. Niemcy
4. Portugalia
Jan Otałęga

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Euro z krakowskiej ławki - Napastnicy niepotrzebni?




Wydarzenia związane z Euro 2012 specjalnie dla szwajcarskiej Polonii komentuje dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego.

   Jadąc przez kraj, można zobaczyć, jak Polska się zmienia. Powstają drogi, teraz autostrada z Torunia do Gdyni wydatnie skraca podróż (choć, niestety, trzeba sporo płacić). Jeśli zakończy się budowa odcinka Toruń – Łódź (jakieś dwa lata?), to będzie można powiedzieć, że Kraków położony jest nad morzem (bo najpierw szybko „gierkówką” do Łodzi, a stamtąd już prosto na plażę). A jeśli przesadzam – to przynajmniej – Kraków leży w pobliżu Bałtyku. Najważniejsze, że coś się robi, autostrady są w budowie. Być może zbyt wolno, ale od kilku lat wreszcie się robi, a przedtem wiele lat nie działo się nic. To tak dla przypomnienia malkontentom. 
     Ćwierćfinały na Euro 2012 za nami. Na ich zakończenie walczono o Kraków - dwie pozostające pod Wawelem na kwaterach drużyny rywalizowały, która z nich dłużej właśnie pod Wawelem zostanie. Okazało się, że to Włosi pobędą dłużej w papieskim mieście, co cały ten kraj musi zadowalać. 
     Spotkania ćwierćfinału wykazały, że nasza grupa była najsłabsza (po awansie z grupy A Czechy i Grecja odpadły w ćwierćfinale bezdyskusyjnie). Honor grupy D ratowali Anglicy, remisując w zwykłym czasie i w dogrywce z Włochami, tyle że nie dali rady w karnych. Czyli w półfinale mamy dwie drużyny z „grupy śmierci” B: Niemcy i Portugalię oraz dwie z grupy C: Hiszpanię i Włochy. 
     Kto teraz jest faworytem mistrzostw? Fachowcy przeważnie stawiają na Niemców. Na pewno mają najlepszy w tym turnieju atak (Gomez, Podolski, Klose, Mueller). Hiszpanie z kolei mają znakomitą drugą linię, dobrą obronę, a w bramce - Ikera Casillasa. Tylko czy można wygrać turniej, grając praktycznie bez napastników, jak czyni to trener Hiszpanów Vincente del Bosque? Wielu ekspertów kręci przecząco głową, ale historia piłki pokazuje, że tak. Francja w 1984 roku wygrała mistrzostwa Europy w zasadzie bez linii ataku, całą robotę odwaliła czwórka pomocników, jeden z najlepszych kwartetów w historii futbolu: Tigana – Platini – Giresse - Fernandez. To oni rozgrywali i sami strzelali. 14 lat potem Francuzi powtórzyli ten wariant. Mistrzostwo świata w 1998 roku zdobyła drużyna, dla której gole strzelali pomocnicy jak Zidane, Petit, obrońcy Blanc, Thuram... Kto wtedy słyszał o francuskich napastnikach? Jeśli byli tacy (Papin, Cantona), to trener nawet nie powołał ich do kadry. 
    Najpierw w półfinale w Doniecku Hiszpania spotka się w środę z... Ronaldo. Tak to wygląda. Mistrzowie świata byliby zdecydowanymi faworytami, gdyby nie ten Ronaldo. Gracz Realu Madryt nieraz w pojedynkę wygrał mecz. Jeśli będzie miał „swój dzień”, to kto wie? A więc Hiszpanie muszą upilnować Ronaldo, by wyeliminować Portugalię - to podstawowy warunek ich powodzenia. 
     Niemcy w półfinale woleliby spotkać się z Anglikami, natomiast z Włochami zawsze gra się im gorzej. W linii defensywy Włosi prezentują się lepiej od Niemców, którzy z kolei brylują w napadzie. Czyżby w Warszawie w czwartek zapowiadała się dogrywka? 
     I teraz nasz ranking pretendentów do złotego medalu na podstawie opinii ekspertów, dotychczasowych meczów i aktualnych możliwości drużyn: 
1. Niemcy
2. Hiszpania
3. Włochy
4. Portugalia 
Ale jeśli grać u bukmacherów, to warto postawić na finał: Włochy – Portugalia. 
     Z drużyn, które odpadły w ćwierćfinale, najwyżej klasyfikuję za postawę w turnieju Anglię. Choć nie zachwyciła w niedzielę w Kijowie, remis na boisku z Włochami utrzymała. Czyli w Euro 2012 jest na tym szczeblu tak: 
5. Anglia
6. Francja
7. Czechy
8. Grecja
Jan Otałęga

piątek, 22 czerwca 2012

Czerwcowy grad

     Takiej burzy dawno w Neuchatel nie widziano - strugi deszczu, grad niemal centymetrowej średnicy i silny, niezwykle porywisty wiatr.
     Wichura, która towarzyszyła burzy, która późnym popołudniem rozpętała się wczoraj nad Neuchatel, przekroczyła prędkość 114 km/h. Rekord padł jednak w Zurychu - tam dmuchało z prędkością niemal 132 km/h - to już naprawdę niebezpiecznie.
     Burza utrudniała komunikację na drogach i zupełnie uniemożliwiła ruch pieszy. Kto nie zabezpieczył rzeczy na balkonach, mógł mieć nielada kłopoty (zdarzało się, że porwane wiatrem przedmioty rozbijały szyby). Na szczęście nawałnica szybko minęła - jak to letnia burza.
     Pogodową prognozę zawsze można sprawdzić na MeteoSwiss, w Szwajcarii istnieje też alarm meteo - darmowe SMS-y, informujące o zagrożeniach związanych z gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi jak burza, wiatr, śnieg itp.

środa, 20 czerwca 2012

Euro z pomorskiej ławki - Domu jeszcze nie ma



Wydarzenia związane z Euro 2012 specjalnie dla szwajcarskiej Polonii komentuje dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego.


Fot. polskatimes

    Mimo odpadnięcia piłkarzy z turnieju Euro 2012 miasta i miasteczka w Polsce nadal są udekorowane w biało-czerwone barwy. Flagi nie znikają z domów, samochodów. Telewizja Polska zaapelowała, aby nie zdejmować narodowych symboli, Euro trwa, a organizacja imprezy już oceniana jest wysoko. Cieszmy się przynajmniej tym. Pod kątem przygotowań i gościnności zdaliśmy lepiej egzamin niż drużyna. Spotkani przeze mnie na Helu kibice z Hiszpanii potwierdzili tę opinię.
Nie chciałem zapeszać przed mistrzostwami i nie pisałem, że rozmawiałam wcześniej z Andrzejem Iwanem. Dwukrotny uczestnik mistrzostw świata, mistrz Polski z Wisłą Kraków i Górnikiem Zabrze mówił wtedy, że będzie bardzo zdziwiony i uradowany, jeśli Polska wyjdzie z grupy. Okazuje się, że oceniał nasze szanse realistycznie. Też liczyłem, że „biało-czerwoni” mogą zostać wyeliminowani na pierwszym szczeblu, jednak z lepszym dorobkiem punktowym, choćby jednym wygranym meczem. Tymczasem zakończyło się na dwóch remisach – żałośnie mało.
     Ponieważ Franciszek Smuda napomknął, że to kres jego pracy z reprezentacją, ruszyła giełda nazwisk następców. Na razie typowani są: trener Ruchu Chorzów Waldemar Fornalik, pracujący w USA Piotr Nowak, szkoleniowiec Wisły Kraków Michał Probierz, były selekcjoner Jerzy Engel, aktualny asystent selekcjonera Jacek Zieliński, nawet wymienia byłego trenera Chelsea Londyn Avrama Granta. Mówi się też, że Franciszek Smuda powinien zostać (z czym się nie zgadam). A co z „odwiecznymi” kandydatami na trenera kadry Orestem Lenczykiem i Henrykiem Kasperczakiem? Gdy rozmawiałem kiedyś o pracy selekcjonera z Lenczykiem, ten twierdził, że nigdy nie wpraszał się na warszawskie salony, stąd PZPN trzyma go na dystans. Z kolei tuż przed turniejem Euro na spotkaniu w wąskim gronie pytaliśmy Kasperczaka o plany. Odparł, że "życzy Smudzie sukcesu w turnieju, natomiast sam karierę trenerską raczej zakończył". Tylko co znaczy „raczej”? Czas biegnie, jesienią ruszają boje eliminacyjne do mistrzostw świata, ktoś musi szybko kadrę powołać i przygotować. Gotowej drużyny do turnieju w Brazylii 2014 roku nie mamy, choć Smuda zapewnia, że "dom jest zbudowany, można w nim mieszkać". Niestety, nie. Domu nadal nie ma. Połowa aktualnego składu musi być wymieniona, liczyć można zaledwie na obu bramkarzy, Łukasza Piszczka, Jakuba Błaszczykowskiego, Roberta Lewandowskiego, może Kamila Grosickiego, Adriana Mierzejewskiego. Niewiele... Tylko gdzie szukać zmienników?! Eliminacje na Euro za nami. Poznaliśmy ósemkę ćwierćfinalistów. Największą sensację jest brak wicemistrza świata, Holandii. Taka potęga odpadła po trzech przegranych meczach - to jeszcze gorzej niż my. Drugie zaskoczenie to wyeliminowanie Rosji przez Greków.
     Teraz nasz ranking pretendentów do złotego medalu na podstawie dotychczasowych meczów, możliwości drużyn, opinii ekspertów:
1. Niemcy
2. Hiszpania 
3. Włochy
4. Anglia 
5. Portugalia 
6. Francja
7. Czechy 
8. Grecja 
     Po spotkaniach w grupie skutecznie grające Niemcy wysunęły się tu się przed Hiszpanów, którzy świetnie grają w polu, ale mają kłopot z brakiem napastników (nieobecność kontuzjowanego Davida Villi daje się we znaki).
     I na koniec ustawię kolejność drużyn wyeliminowanych z Euro od najlepszej do najsłabszej w tym turnieju:
9. Chorwacja
10. Dania
11. Ukraina 
12. Szwecja 
13. Rosja
14. Polska 
15. Holandia 
16. Irlandia 
      Chorwaci sprawiali duży kłopot potentatom Hiszpanom i Włochom. Sa zapewne lepszą drużyną od awansujących Czechów czy Greków. Blamaż Holendrów. Polacy może mieliby szansę pokonać tylko Irlandczyków, ale byliśmy w różnych grupach...
Jan Otałęga

niedziela, 17 czerwca 2012

Euro z pomorskiej ławki - Jaki poziom taki efekt

Wydarzenia związane z Euro 2012 specjalnie dla szwajcarskiej Polonii komentuje dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego.

W sobotę na Półwyspie Helskim było tak jak w całej Polsce. Rozmawiano głownie o meczu Polska - Czechy. Ulice, domy, samochody tonęły w biało-czerwonych barwach. Wczasowicze przenosili się z plaży przed telewizory, rybacy wcześniej wracali kutrami do portów. Podobnie jak w całym kraju ulice miasteczek półwyspu wyglądały wieczorem na wymarłe.
     A potem do euforii nie doszło. Kraj przeżył wielkie rozczarowanie. Nie wyszliśmy z grupy, która – trzeba to przyznać – jest najsłabsza ze wszystkich na tym turnieju. Zawiedli także Rosjanie - znakomicie zaczęli mistrzostwa, gromiąc Czechów 4-1, a potem siedli na laurach. Sensację jest awans niedocenianych Greków,  którzy udowodnili jak należy walczyć do końca. Do ostatnich minut obydwu meczów grupy A panowało napięcie, jedna bramka w każdym z tych spotkań mogła całkowicie odmienić losy awansu. Grupę wygrali Czesi, skazani po klęsce z Rosją na wyjazd do domu. Tymczasem - jeśli w ćwierćfinale trafią na Portugalię czy Danię - kto wie, mogą mieć medal!
Fot. FILIP SINGER / PAP/EPA
     Nie dojdzie natomiast do spodziewanego przez ogół kibiców i ekspertów ćwierćfinału Polska – Niemcy. Zapowiadany „największy sukces w dziejach polskiego futbolu XXI wieku” (wyjście z grupy) spalił na panewce. Nasi piłkarze, jak to w ostatnich czasach bywa znów, okazali się słabsi. Nie bardzo rozumiałem euforię w kraju po dwóch pierwszych meczach. Piłkarzy kreowano niemal na bohaterów. Tymczasem oni wtedy dwa mecze zremisowali. Nie wygrali, tylko – powtarzam - zaledwie zremisowali! I to u siebie. Kiedy trener Piechniczek pierwsze dwa mecze na Mundialu 1982 roku zremisował, w kraju uznawano to za porażkę. Jak to się zmienia, po latach remis jest sukcesem... 
     W meczu Być albo Nie Być brakło Polakom argumentów. Grali dobrze przez pół godziny, a kiedy nie padł upragniony gol, stracili głowę i siły. Rzeczywistość pokazała brutalne oblicze. Trener Smuda lepszych piłkarzy, od tych których powołał, nie mógł znaleźć. Inny trener też by niczego nie zwojował. Innych zawodników nie mamy. Odpadamy, bo sporego dystansu w zakresie szkolenia i bazy w stosunku do zagranicznych drużyn nie da się nadrobić jednym turniejem. Trzeba więc wziąć się do roboty i nadal gonić Europę. Mamy kilka „rodzynków”, jak Wojciecha Szczęsnego, czy Roberta Lewandowskiego; talentów zapewne nad Wisłą i Odrą nie brakuje, ale nie potrafimy ich wyszukiwać i szkolić.
     Słabszy poziom polskiej piłki w porównaniu z rywalami to główny powód wypadnięcia z turnieju. Pewien wpływ miała też taktyka, Smuda stosował wariant zachowawczy, wystawiał za dużo defensywnych pomocników, nie próbował szarży. Szkoda straconej szansy w spotkaniach z Grekami i Rosjanami, przy energicznym ataku choć jeden z tych meczów mogliśmy wygrać.
     Po meczu z Czechami trener zapowiedział odejście. Już dawno stwierdził, że poczyni tak, jeśli nie wyjdziemy z grupy. Trudno, kobyłka u płota... Dwa i pół roku jego działalności nie pchnęło reprezentacji na nowe tory. Niemniej dziś nikt nie potrafi wskazać jego następcy.
     A teraz nasz ranking pretendentów do złotego medalu na podstawie dotychczasowych meczów, opinii ekspertów i możliwości drużyn:
1. Hiszpania
2. Niemcy
3. Włochy 
4. Francja 
5. Anglia 
6. Chorwacja 
7. Portugalia 
8. Holandia 
9. Chorwacja
10. Dania
11. Czechy 
12. Grecja 
     Odpadły już: Polska, Rosja, Szwecja i Irlandia.
Jan Otałęga

piątek, 15 czerwca 2012

Euro z... pomorskiej ławki - Miś w narodowych barwach


Wydarzenia związane z Euro 2012 specjalnie dla szwajcarskiej Polonii komentuje dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego.

     Kolejny komentarz o Euro piszę w Gniewie. Nie w gniewnym nastroju, ale w Gniewie przez duże G, interesującym miasteczku. Czy Państwo wiecie, gdzie jest Gniew położony? Jadąc z centrum kraju na wybrzeże, nad Wisłą, na Pomorzu Gdańskim wyrasta imponująca ściana krzyżackiego zamku (stąd w nazwie tekstu nie ma tym razem krakowskiej ławki, jest - pomorska). U stóp zamku rozłożyło się miasteczko, zachowujące średniowieczny układ ulic. Zamek tętni życiem, odnowiony, mieści hotel, muzeum, odbywają się tam rozmaite imprezy łącznie z turniejami rycerskimi, tradycyjnie odwiedzają go i to na koniach zaraz po ceremonii ślubnej pary małżeńskie. W Gniewie interesują się piłką, jak cała Polska. Wszędzie w miastach i wsiach widzi się udekorowane na biało-czerwono okna, domy, mnóstwo aut obowiązkowo jeździ z przymocowanymi chorągiewkami w narodowych barwach. 
Gniewino - baza pobytowa reprezentacji Hiszpanii 
Fot. mat. prasowe mmtrojmiasto
     Maskotą Gniewu jest miś Maciuś. Jego kamienna figura znajduje się w centrum, turyści masowo ją obfotografowują. Legenda mówi, że kiedy Szwedzi napadli na Gniew, dzikie zwierzęta z niedźwiedziem na czele pomogły mieszkańcom. Teraz Miś pomaga piłkarzom, stoi w Gniewie przybrany w strój reprezentacyjny. A z Gniewa z kolei już blisko do Gniewina (co za zbieżność nazw). Gniewino, do tej pory nieznana nikomu wieś, wybrana została przez Hiszpanów na miejsce pobytu w Polsce podczas Euro. Małe Gniewino dysponuje nowym obiektem sportowo-hotelowym i teraz z dumą może gościć mistrzów świata i Europy. 
     W sobotę wieczorem we Wrocławiu znów wielki bój Polaków. Tym razem być albo nie być z Czechami. Tylko wygrana gwarantuje nam awans z grupy do ćwierćfinału. Rywalom wystarczy remis, zakładając że Grecja nie pokona wysoko Rosji, więc na wszelki wypadek Czesi będą chcieli z nami wygrać. 
     Czesi i Słowacy grają z nami od ponad wieku, byli pierwszą przeszkodą naszych piłkarzy, kiedy Polska debiutowała w ważnej międzynarodowej imprezie. W 1934 roku miały odbyć się we Włoszech drugie mistrzostwa świata, a pierwsze w Europie. Rok wcześniej rozgrywano eliminacje, nam los wyznaczył właśnie południowych sąsiadów. Przeciwnicy należeli do światowej czołówki, biało-czerwoni (mimo barwnego przydomka) - do piłkarskich szaraczków. W Warszawie przegraliśmy po zaciętym boju 1-2. 
     Jednak relacje polityczne między Warszawą a Pragą były wtedy napięte. Z Ministerstwa Spraw Zagranicznych przyszedł monit do PZPN: nie grać rewanżu z Czechami! Tak więc pierwsze eliminacje do mistrzostw świata oddaliśmy walkowerem! Dziś to nie do pomyślenia. Gdyby teraz jakiś rząd zakazał piłkarzom grać mecz, nazajutrz upadłby z hukiem. 
     Podobna sytuacja jak u nas miała miejsce w 1959 roku, w eliminacjach pierwszych (nieoficjalnych) mistrzostw Europy. Hiszpania wygrała wtedy z Polską w Chorzowie 4-2 i w Madrycie 3-0, następnie wpadła na ówczesny ZSRR. Szef rządu hiszpańskiego generał Franco zakazał drużynie wyjazdu do stolicy światowego komunizmu i Hiszpanie odpadli walkowerem. A piłkarze ZSRR zostali później pierwszymi mistrzami Europy. 
     Sobota, godzina 20.45. Zobaczymy, czy polska reprezentacja odniesie we Wrocławiu największy sukces w XXI wieku. Trzeba wygrać z Czechami i awansujemy do ćwierćfinału. Czesi nie są tak mocni jak kiedyś, można ich ograć. Ale niestety, nasza drużyna też jest do ogrania. Kto popełni mniej błędów – będzie się cieszył. 
     Od kilku dni trwa w mediach ogólnopolska dyskusja, kto powinien wystąpić w polskiej bramce. Wojciech Szczęsny usunięty z boiska po czerwonej kartce w meczu z Grecją, czy dotychczasowy rezerwowy Przemysław Tytoń, który wszedł wtedy na boisko i bronił karnego, dobrze wpadł w spotkaniu z Rosją. Smuda ma tu kłopoty bogactwa, szkoda że takich dylematu nie ma w innych formacjach. 
     Zakończyła się druga seria spotkań w grupach. Kolej na nasz ranking pretendentów do złotego medalu na podstawie dotychczasowych meczów, opinii ekspertów i możliwości drużyn:
1. Hiszpania
2. Niemcy
3. Włochy 
4. Francja 
5. Anglia 
6. Chorwacja
7. Portugalia 
8. Holandia 
9. Rosja
10. Dania 
11. Ukraina 
12. Czechy 
13. Polska 
14. Grecja. 
     Klasyfikuję 14 drużyn, bo Irlandia oraz, niespodziewanie, Szwecja już wypadły z peletonu. 
Jan Otałęga

środa, 13 czerwca 2012

Euro z krakowskiej ławki - Teraz tylko zwycięstwo

     Wydarzenia związane z Euro 2012 specjalnie dla szwajcarskiej Polonii komentuje dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego.


    Piszę „na gorąco”, zaraz po remisie Polaków. Pesymiści nie mieli racji. Przewidywali, że w Euro 2012 zagramy mecz otwarcia, następnie mecz o wszystko, a trzeci mecz już tylko o honor. Tak się nie stanie. To ten trzeci mecz będzie właściwie o „wszystko”, czyli o awans. Wyjście z grupy staje się realne, potrzeba - tylko i aż – jednego: musimy pokonać w sobotę we Wrocławiu Czechów. 
     1-1 z Rosją w kontekście innych wyników w grupie nie miało decydującego znaczenia. Nawet porażka nie wykluczała nas z gry, wtedy też bylibyśmy w sytuacji, że trzeba pokonać Czechów. Oczywiście lepiej jednak zremisować. Poprawia się atmosfera, a polska drużyna może podkreślać, że nadal jest bez porażki, a takie potęgi jak Portugalia i Holandia już przegrały. Ale też jesteśmy bez zwycięstwa. Z Rosjanami mogliśmy wygrać. Rywal nie był tak groźny jak straszono po jego 4-1 z Czechami. Tylko w końcówce pierwszej połowy Rosjanie panowali nad sytuacją, początek meczu należał do nas. Natomiast w drugiej połowie spotkania ekipa trenera Dirka Advocaata grała statycznie. Szkoda, ze nie poderwaliśmy się energiczniej wtedy do walki, wygrana była blisko. Widać było, że trener Franciszek Smuda pilnował remisu na zasadzie: lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu. Długo trzymał defensywnych pomocników na boisku, Adrian Mierzejewski i Paweł Brożek weszli zbyt późno. W spotkaniu z Czechami jednak musi przemeblować skład, na murawę posłać kreatywnych graczy (przypomina się Kamil Grosicki!), ponieważ – powtórzę - trzeba wygrać! Remis z Czechami będzie oznaczał nasze wypadnięcie z turnieju. Teraz jesteśmy w lepszym położeniu niż na trzech naszych poprzednich turniejach - w mistrzostwach świata 2002 i 2006 roku oraz mistrzostwach Europy 2008 - kiedy po dwóch pojedynkach potraciliśmy szanse awansu. 
     Biedni Grecy. Odpadną z Euro, a mogli teraz mieć nie jeden, a cztery punkty. Sędziowie nie uznali im bramek w meczach z Polską i Czechami. Podobno padły ze spalonego, ale były to jakieś milimetrowe spalone, bo praktycznie poza arbitrami nikt ich nie widział. 
     A teraz nasz ranking pretendentów do złotego medalu na podstawie dotychczasowych meczów, opinii ekspertów i możliwości drużyn:
1. Hiszpania
2. Niemcy
3. Włochy 
4. Francja 
5. Anglia 
6. Holandia 
7. Ukraina 
8. Chorwacja 
9. Rosja
10. Dania 
11. Portugalia 
12. Szwecja
13. Polska 
14. Czechy 
15. Irlandia 
16. Grecja 
     Spadła z 4. na 9. miejsce Rosja. 
Jan Otałęga

wtorek, 12 czerwca 2012

Euro z krakowskiej ławki - Falstarty mistrzów

    Wydarzenia związane z Euro 2012 specjalnie dla szwajcarskiej Polonii komentuje dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego.

     Mecz Polaków z Grecją oglądało w polskiej telewizji 15,5 mln ludzi. Pobito rekord, który od 2002 roku należał do transmisji ze skoków Adama Małysza w igrzyskach w Salt Lake City – 14,5 mln. Kraków zwany jest piątym polskim miastem Euro, bo jest stolicą kwater - pod Wawelem mieszkają piłkarze Holandii, Anglii i Włoch. Do pobliskiego hitlerowskiego obozy zagłady w Auschwitz udało się kilka ekip (nie tylko z Krakowa), zapalano tam znicze. Takiego gestu podczas dotychczasowych imprez sportowych w Polsce nie było. 
     Tymczasem cała pierwsza kolejka spotkań fazy grupowej za nami. Niespodzianką była wygrana Duńczyków z wicemistrzem świata Holandią 1-0. „Duński dynamit” już kiedyś eksplodował. W 1992 r. do finałów Euro zakwalifikowała się Jugosławia. Jednak ze względu na wojnę i rozpad tego kraju UEFA na miejsce „plavich” zaprosiła do gry drugą w grupie eliminacyjnej Danię. Duńczycy byli zaskoczeni, piłkarze już na wakacjach. Ich największa gwiazda Michael Laudrup, odpoczywający na wczasach, zrezygnował z tej nieoczekiwanej okazji gry na mistrzostwach. Inni kadrowicze wprawdzie się zebrali, ale bez treningów przyjechali na finały do Szwecji. I ta drużyna z marszu, bez przygotowań, sięgnęła po złoto, w finale bijąc faworyzowanych Niemców 2-0. To była wielka sensacja.     
 Holendrzy mogą się pocieszać zdarzeniami z historii futbolu. W 1988 roku na mistrzostwach Europy przegrali pierwszy mecz (ze Związkiem Radzieckim), a potem wygrali cały turniej. Analogiczne sytuacje zdarzały się też w mistrzostwach świata, w 1954 r. Niemcy (z Węgrami), a w 2010 r. Hiszpanie (ze Szwajcarami) potknęli się w premierze, ale później wywalczyli złote medale. 
     Po serii pierwszych spotkań kibice, eksperci, media ustalają jedenastkę kolejki. Spróbuję więc i ja. Najlepiej zorganizowaną obronę pokazali Włosi w meczu 1-1 z Hiszpanią. Ci zaś najlepiej rozgrywali piłkę w środku pola. Atak należał do Rosjan, wygrali z Czechami 4-1. Czyli moja drużyna marzeń tej kolejki to: obrona – Włochy, pomoc – Hiszpania, atak – Rosja. A w bramce? Przemysław Tytoń! Wyjść nierozgrzany na boisko i od razu obronić rzut karny, to wyczyn niespotykany. 
     Czas na aktualny ranking pretendentów do złota po pierwszej kolejce spotkań, kiedy wszystkie drużyny odkryły karty, na podstawie opinii ekspertów, formy i możliwości drużyn:
1. Hiszpania
2. Niemcy
3. Włochy
4. Rosja
5. Francja
6. Anglia
7. Holandia
8. Chorwacja
9. Ukraina
10. Dania
11. Portugalia
12. Szwecja
13. Polska
14. Grecja 
15. Czechy
16. Irlandia
     Wypadli z pierwszej trójki Holendrzy, wzrosły szanse Rosji. 
     We wtorek wieczorem w Warszawie walczymy z właśnie z Rosją. Porażka postawi nas w trudnej sytuacji. Czy trener Smuda dokona w zmian w zespole, który w drugiej połowie spotkania z Grecją grał źle? Wielu ekspertów krytykuje go, że wtedy zmian nie robił. Stąd krąży dowcip: - Panie Smuda, co u pana? - Bez zmian. - I jeszcze jeden w kontekście najbliższego meczu: - Rosjanom wódka nie zaszkodzi, ale może Tytoń?! 
   Rosja ostatnio pokonała Włochy (towarzysko) 3-0, teraz Czechy 4-1, jest na fali. Wyobrażam sobie mobilizację w polskiej szatni: - Panowie, znów bitwa warszawska, do boju! Albo z bliższej perspektywy: - Walczcie jak Gerard Cieślik, kiedy na Stadionie Śląskim strzelił dwa gole ZSRR, albo jak Zygfryd Szołtysik na igrzyskach w Monachium, gdy po wejściu na boisko rozmontował obronę Wielkiego Brata, weźcie też przykład z pamiętnego finału olimpijskiego w Montrealu siatkarzy Huberta Wagnera... 
Jan Otałęga

sobota, 9 czerwca 2012

Euro z krakowskiej ławki - Stanęli pod Termopilami

     Wydarzenia związane z Euro 2012 specjalnie dla szwajcarskiej Polonii komentuje dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego. 

     Przeżyłem wiele turniejów mistrzowskich, łącznie z tymi, w których Polacy odnosili wielkie sukcesy, ale z taką euforią i zainteresowaniem meczem się nie spotykałem. Wszędzie, w mediach, na ulicy, w kawiarniach, w pracy - Euro, Euro, Euro. I bynajmniej nie chodzi o międzynarodową walutę. W Krakowie, w parku na Prądniku Czerwonym już sześć godzin przed meczem widziałem młodą mamę, prowadzącą na spacer kilkuletnią córkę, obie z wymalowanymi na policzkach barwami narodowymi. Kraków, piąta arena tegorocznych mistrzostw Europy, oblężony przez kibiców. Przyjechali Niemcy, Włosi, Holendrzy, bo ich piłkarze pod Wawelem kwaterują, ale są też Irlandczycy, Hiszpanie, nawet Brazylijczycy. W specjalnej strefie kibica na Błoniach wielu fanów oglądało pierwszy mecz. Przed telewizorami siadały osoby, które dotąd nigdy nie śledziły rozgrywek. 
   Polacy zremisowali w Warszawie z Grecją 1-1. To niedosyt, bo Grecy ciągle uważani są za outsidera turnieju. Jeżeli z nimi nie wygrywamy, to z kim? Z Rosją we wtorek, która rozbiła Czechów 4-1? W drugiej połowie spotkania nasza drużyna podporządkowała się taktyce greckiej i niczego nie zdziałała na boisku. Dobre pół meczu to za mało. Polacy stali przed grecką defensywą jak król perski pod Termopilami. Nikt już nie miał konceptu, jak przejść Greków, łącznie z trenerem Franciszkiem Smudą, który nie dokonał żadnej zmiany zawodnika w polu. Pilnował remisu? 
     Przed tym spotkaniem były prezes PZPN Michał Listkiewicz przestrzegał w telewizji, że sędzia Carballo lubi rozdawać dużo kartek. To się sprawdziło, wyleciał z murawy nasz bramkarz Wojciech Szczęsny, wcześniej Grecy grali w dziesiątkę, z tym że arbiter hiszpański ich piłkarza usunął dość pochopnie. 
     Warte odnotować, iż mimo niedosytu, piłkarze przełamali fatalną passę. Otóż polska reprezentacja wiele lat nie potrafiła w swym pierwszym meczu na ważnej imprezie strzelić gola. Ostatni raz zdarzyło się nam trafić w pamiętnym 1974 roku, kiedy w Stuttgarcie pokonaliśmy Argentynę 3-2, a serię goli zaczął Grzegorz Lato. Potem na mistrzostwach świata czy Europy nigdy w pierwszym pojedynku nie trafialiśmy do siatki rywali, czy to Niemców, czy Włochów, Ekwadorczyków, Koreańczyków, Marokańczyków... Albo było 0-0, albo przegrywaliśmy do zera. Teraz Robert Lewandowski odmienił tę passę, szkoda że drużyna nie poszła za ciosem. Jedynym piłkarzem, któremu kibice teraz składają hołdy, jest bramkarz Przemysław Tytoń. Wszedł na boisku po czerwonej kartce Szczęsnego i od razu musiał bronić rzut karny. Obronił i uratował nam remis. 
     A teraz znów coś w rodzaju przewidywań. Kto zdobędzie w Euro 2012 złoty medal? Na podstawie opinii ekspertów i formy drużyn kolejność pretendentów do złota przedstawia się w sobotę rano tak:
1. Hiszpania 
2. Niemcy
3. Holandia 
4. Włochy
5. Rosja
6. Portugalia 
7. Francja
8. Anglia 
9. Ukraina 
10. Chorwacja 
11. Szwecja
12. Dania
13. Polska 
14. Irlandia 
15. Grecja 
16. Czechy 
     Po klęsce 1-4 Czesi spadli na ostatnie miejsce, poszła w górę Rosja. Szanse Polaków i Greków po pierwszym meczu praktycznie się nie zmieniły.. 
Jan Otałęga

czwartek, 7 czerwca 2012

Euro z krakowskiej ławki - Słoń a sprawa polska

     Wydarzenia związane z Euro 2012 specjalnie dla szwajcarskiej Polonii komentuje dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego. 

     Szał Euro 2012 narasta. O niczym się już w Polsce nie mówi, tylko o piłce. Nawet wiadomości polityczne w radiu i telewizji zeszły na drugi plan - liczą się tylko mistrzostwa Europy. Do Polski przylatują  kolejne ekipy. W Gdańsku powitano mistrzów świata, Hiszpanów. Dziewczyna w stroju regionalnym wręczyła piłkarzowi Lorente wielki bochen chleba na tacy. Zawodnik trzymał ten bochen w rękach, nie wiedząc o co chodzi. Inni piłkarze pokładali się ze śmiechu. Potem tłumaczka powiedziała Hiszpanom, że to tradycyjny obrzęd powitalny w Polsce. W każdym razie wszystkie ekipy witane są nad Wisłą, Odrą i Wartą śpiewami, przemówieniami, odegraniem hejnału, zjawia się mnóstwo kibiców. Chyba już pobiliśmy serdeczną atmosferą organizatorów turniejów z poprzednich lat. Gadżetów, flag Euro, reklam nigdzie nie brakuje. Wchodzę do hipermarketu w Krakowie, a tam wszystkie kasjerki siedzą w koszulkach z emblematami UEFA Euro 2012 Poland – Ukraine. Pytam "Jesteście kibicami?" "To kierownik nam kazał", odpowiedziała pracowniczka, ale zapewniła że będzie śledzić może nie mecze, ale całą otoczkę turnieju... 
     Piątek, godzina 18, Stadion Narodowy w Warszawie. Polska inauguruje mistrzostwa Europy z Grecją. Dopiero drugi raz uczestniczymy w finałach. Cztery lata temu polegliśmy w grupie, nie dając rady Niemcom, Chorwatom i tylko urwaliśmy remis gospodarzom - Austrii. Jak będzie teraz? Statystyki mówią, że ostatnie dwa mecze inauguracyjne Euro gospodarze przegrywali, czyli Portugalia z Grecją i Szwajcaria z Czechami. Będzie prawo serii, czy przełamiemy ten pech gospodarzy? W ostatnich latach nastroje kibiców były w Polsce minorowe, drużyna grała słabiutko, ale w tym roku coś drgnęło w kadrze Smudy. Ujawniły się talenty Lewandowskiego, Błaszczykowskiego, Piszczka, Rybusa, Grosickiego, Perquisa i oczywiście bramkarza Szczęsnego. Drużyna jest młoda, może sprawi niespodziankę? Punkt honoru dla Polaków to wyjść z grupy eliminacyjnej. Czy Franciszek Smuda będzie nowym Kazimierzem Górskim? Jak w 1974 r. wybrańcy Górskiego jechali na mistrzostwa świata do RFN, nikt w kraju nie dawał im szans, a jednak zajęli trzecie miejsce. Teraz nastroje kibiców są lepsze. Wyniki spotkań ma typować słonica Citta z krakowskiego Zoo. I już zaczęła. W obecności dziesiątek kamer TV podano jej melony oznaczone: Polska, remis, Grecja. Wybrała do konsumpcji owoc z napisem: Polska! 
     I na koniec znów coś w rodzaju przewidywań - zabawy. Na podstawie opinii ekspertów i formy drużyn tak przedstawia się kolejność pretendentów do złota:
1. Hiszpania
2. Niemcy
3. Holandia 
4. Włochy
5. Portugalia 
6. Francja
7. Anglia 
8. Rosja 
9. Ukraina 
10. Chorwacja 
11. Szwecja
12. Dania
13. Czechy 
14. Polska 
15. Irlandia 
16. Grecja
     Od paru dni nic się nie zmienia, tyle że kadra Ukraińców zatruła się jedzeniem, ale do meczu ze Szwecją piłkarze mają parę dni na wyzdrowienie. 
Jan Otałęga

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Euro z krakowskiej ławki - Piąta arena


Miło nam ogłosić, że przez najbliższe tygodnie - specjalnie dla szwajcarskiej Polonii - wydarzenia związane z Euro 2012 będzie komentował dziennikarz sportowy, red. Jan Otałęga z krakowskiego Dziennika Polskiego. Serdecznie dziękujemy!


     To już w piątek. O godzinie 18 zacznie się największa impreza sportowa organizowana kiedykolwiek w Polsce. To oczywiście piłkarskie mistrzostwa Europy, przy czym trzeba pamiętać, że organizujemy połowę imprezy. Druga część przypadła Ukrainie. W pojedynkę nie dalibyśmy rady udźwignąć całego turnieju, a przede wszystkim wcześniej przekonać do siebie oficjeli UEFA. Przypomnę, w jakim momencie wystartowaliśmy w wyścigu po Euro 2012! W kraju nie było ani jednego porządnego stadionu piłkarskiego. A dziś mamy cztery na Euro (ciekawej urody jak w Gdańsku czy Warszawie), dwa okazałe w Krakowie, remontuje się Stadion Śląski, a kilka miast (choćby Lubin, Kielce) już wystawiło sobie całkiem zgrabne obiekty. Jeszcze kilka lat temu nasi piłkarze grali zimą na pobojowiskach, obecnie kluby dysponują podgrzewana murawą. Poprawiono jakość lotnisk, dworców, coś się zbudowało dróg. Na przekór chórowi malkontentów, który wieszczył absolutną klęskę w infrastrukturze.
     Przyjdzie mi oglądać mistrzostwa z krakowskiej perspektywy. Oczywiście Kraków jest niepocieszony, że nie został gospodarzem meczów. Na skierowane stąd pretensje UEFA odpowiedziała: te cztery miasta wytypowała strona polska i my tylko zaakceptowaliśmy! Swoją drogą, gdyby kilka lat temu zrobić w Polsce sondaż, w jakich miastach powinien odbyć się turniej Euro, w odpowiedzi na pewno wygrałaby Warszawa (wiadomo - "stolyca"), następnie legendarny Stadion Śląski i zapewne na trzecim miejscu turystyczna mekka - Kraków. Tymczasem sensacja: ani Chorzowa, ani Krakowa nie ma w wielkiej czwórce, a wskoczyli poza Warszawą Wrocław, Poznań, Gdańsk... Tak postanowili wtedy ówcześni decydenci kraju.
     Niemniej zaczyna się Kraków nazywać „piąta areną mistrzostw”. To po czterech miastach-gospodarzach. A dlatego, że podwawelski gród pobił rekord zainteresowania nadjeżdżających ekip i aż trzy wybrały sobie Kraków na miejsce pobytu w trakcie Euro. Włosi będą trenować na stadionie Cracovii, Holendrzy na Wiśle, a Anglicy na stadionie Hutnika, który przeszedł kapitalny remont z posianiem angielskiej trawy na boisku włącznie. Na treningi tych ekip rozdawano wejściówki dla chętnych. Zainteresowanie było ogromne, omal krakowianie i okoliczni kibice się nie stratowali. I choć żadnego meczu w Krakowie nie zorganizowano, miasto będzie tętnić piłkarskim rytmem, a obecność przechadzających się po Rynku gwiazd Rooneya, van Persiego czy Balotellego tym bardziej nakaże traktować miasto jako piątą arenę...
     I jeszcze – coś w rodzaju zabawy. Będę przedstawiał faworytów do zdobycia mistrzostwa Europy, uszeregowanych wg opinii ekspertów, na starcie oczywiście od 1 do 16 miejsca. Kolejność pretendentów do złota przedstawia się przed rozpoczęciem tak: 
1. Hiszpania
2. Niemcy
3. Holandia 
4. Włochy
5. Portugalia 
6. Francja
7. Anglia 
8. Rosja 
9. Ukraina 
10. Chorwacja 
11. Szwecja
12. Dania
13. Czechy 
14. Polska 
15. Irlandia 
16. Grecja
     Tak teraz wygląda to na starcie, w teorii. To wypadkowa wielu opinii; ciekawe jak będzie się zmieniać i topnieć cała grupa, gdy zaczną się mecze.
     Powtarzam - to osąd powszechny. A gdyby ktoś mnie zapytał o prywatny? Ponieważ niemal wszyscy typują do złota Hiszpanię lub Niemcy, choćby z przekory - postawię na Holendrów! Przekonamy się 1 lipca...
     Jan Otałęga

piątek, 11 maja 2012

Polski wieczór w La Sagne

      PolNe zostało zaproszone do współtworzenia tegorocznego Fête Villageoise w La Sagne, Montagnes Neuchâteloise. W tym roku festiwal odbywa się 1, 2 i 3 czerwca i zgodnie z tradycją, sobotnią noc determinuje wybrany temat - w tym roku jest to Polska i Euro 2012 (hura!).
        Polska część zabawy ma się odbyć w sobotę w godzinach 18.30-21.00. Afisz informuje, że należy dokonać rezerwacji.  
          Euro 2012 rozpocznie się tydzień później, 8 czerwca. Mecz otwarcia (Polska-Grecja) rozegrany zostanie na Stadionie Narodowym w Warszawie o godzinie 18:00. Trzymamy kciuki za naszą ekipę! - i za udane święto w La Sagne.

wtorek, 8 maja 2012

Euro 2012 - Panini

        W szwajcarskich kioskach pojawiły się przygotowane z okazji Euro 2012 albumy, które dzieci nazywają "Panini" (od nazwy producenta).
        Książeczki zaprojektowano nadzwyczaj dobrze: mają ładną grafikę i zawierają dużo ciekawych informacji - wielki plus za nazwy w oryginalnych językach. Dokupuje się do nich karty-naklejki (w pakiecikach po 5 kart - komplet to 540), którymi można się potem wymieniać z kolegami. 
     W kolekcji UEFA EURO 2012™  na 64 stronach znajdują się informacje na temat każdego z piłkarzy, terminarz meczy oraz wiele innych ciekawostek.
       Panini mogą spodobać się nawet tym, którzy od sportowych imprez trzymają się z daleka. Ładna pamiątka po rozgrywanych w kraju igrzyskach - nie tylko dla dzieci!

piątek, 4 maja 2012

Bojowe babki

       Maryla Rodowicz przegrała. Podobnie zresztą jak Feel czy Wilki. Konkurs na oficjalną piosenkę polskiej reprezentacji na Euro 2012 wygrał mało znany zespół o swojsko brzmiącej nazwie "Jarzębina". Zwycięzcę ogłoszono podczas koncertu finałowego w Warszawie. Polskim widzom najbardziej spodobał się przebój "Koko Euro Spoko" - na bardzo folklorystyczną nutę. Piosenka będzie wykonywana przed każdym meczem reprezentacji Polski na EURO 2012.
      Młode gwiazdy (w wieku 32-82 lata) zdają sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nich ciąży, choć na razie "nie przemyślały sobie jeszcze tego kroku". Ale przecież - tańczyć nie muszą!