Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moja Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moja Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 kwietnia 2013

Wiosenne wakacje

    Przez niemal dwa najbliższe tygodnie będą trwały w Szwajcarii wiosenne wakacje - dla wielu Polaków doskonała okazja by Święta Wielkanocne połączyć z urlopem w ojczystym kraju, albo... gdzieś zupełnie indziej.
     Życzymy wszystkim bezpiecznych podóży, wypoczynku i nadejścia wyczekiwanej wiosny. Do zobaczenia po 14 kwietnia!
M.S.

środa, 30 stycznia 2013

Związek z Polakiem zakazany

     "Związek małżeński między Polakiem a Szwajcarką jest zakazany" - a przynajmniej w Szwajcarii było tak jeszcze siedemdziesiąt lat temu. Na szczęście okoliczności wywołane przez II wojnę światową zupełnie się już zmieniły. 
     A zaczęło się od tego, że 11, 12 i 13 artykuł Piątej Konwencji Haskiej z 1907 r. sformalizował pobyt na terenie neutralnej Szwajcarii żołnierzy państw walczących: miała ona zapewnić im przede wszystkim wyżywienie i opiekę medyczną. W związku z tym w kraju Helwetów znalazło się w 1940 r. około 13 tys. polskich żołnierzy z 2 Dywizji Strzelców Pieszych oraz pozostali z 1 Dywizji Grenadierów pod dowództwem gen. Bronisława Prugara - Ketlinga. Wkrótce ich pobyt zdefiniował tzw. Plan Wahlena nakazując im pracę (głównie przy budowie mostów, dróg, przy karczowaniu lasów, w kopalniach itp.). 
Fot. Sven De Almeida
     Nasi żołnierze szybko pozyskali przychylność mieszkańców. Władze jednak nie były zadowolone z takiego obrotu sytuacji do tego stopnia, że 1 listopada 1941 r. wydały tzw. Pomarańczowy Rozkaz (wydrukowany na papierze koloru pomarańczowego), który surowo zabraniał bliskich kontaktów Polaków z miejscową ludnością, zwłaszcza z kobietami, podkreślony czwartym artykułem: "Internowanym nie wolno zawierać związków małżeńskich. Zabrania się przeto utrzymywania z nimi stosunków, które mogłyby doprowadzić do tego celu" (podpisane przez ppułk. Henry - ówczesnego Komisarza Federalnego do Spraw Internowania i Hospitalizowania). Pomimo to między Helwetami a polskimi żołnierzami dobre stosunki wciąż pozostawały serdeczne i nawet Pomarańczowy Zakaz nie był w stanie powstrzymać strzał Kupidyna. Było wiele par, które wbrew wszelkim przeciwnościom postanowiły zawrzeć małżeństwo, jak choćby Bronisław Korbaciński i Daniella Pitteloud. Jej rodzinie pochodzenie narzeczonego nie sprawiało problemu, ale w wiosce w której mieszkała (Turin, VS), nie było to mile widziane. Przezywano ją tam „sale Pollack”. 
Fot. Sven De Almeida
     Pierwsza oficjalna prośba o wyrażenie zgody na ślub między internowanym Polakiem a Szwajcarką pojawiła się już wiosną 1942 r. Polski oficer internowany w Turgowi zaręczył się ze Szwajcarką z Berna. Nie otrzymawszy zgody, zwrócił się do Trybunału Federalnego. Władze szwajcarskie motywowały odmowę odwoływaniem się do okoliczności politycznych: polscy żołnierze będąc w stanie wojny z innym państwem nie są w stanie potwierdzić swojej sytuacji prawnej czy cywilnej, a starania przez stronę szwajcarską w celu uzyskania polskich niezbędnych dokumentów do zawarcia małżeństwa są praktycznie niemożliwe. Tłumaczono to chęcią zapobiegnięcia bigamii (takie przypadki zdarzały się już podczas I wojny światowej) czy porzuceniu rodziny przez żołnierza po zakończeniu wojny. Prasa szwajcarska (n.p.: "Le Nouvelliste") piętnowała zachowanie szwajcarskich dziewczyn i podsycała wrogość: "bo w czymże są oni (czyli internowani Polacy) lepsi od naszych rodaków?" 
Fot. Sven De Almeida
      Zdarzało się też dość często, że ze związku Polaka ze Szwajcarką na świat przychodziły nieślubne dzieci. Nawet jeśli ojciec dziecka uznał swoje ojcostwo i wykazywał chęć wychowywania potomka oraz poślubienia matki, rząd szwajcarski odmawiał zgody, bo po zakończeniu wojny ojciec i tak będzie musiał wrócić do swojego kraju wcześniej czy później, więc co się stanie w takim przypaku z dzieckiem? Zostanie ono na utrzymaniu matki i całe to uznanie ojcostwa i tak nie przedstawia zbyt wielkiej wartości. Trzy lata później Pomarańczowy Zakaz miał coraz mniejsze znaczenie wskutek wzrastającej liczby podań o wyrażenie zgody na zawarcie małżeństwa. Ostatecznie negację całkowicie zniesiono dekretem z 1 listopada 1945 r. Wspomniani wcześniej Bronisław i Daniella w końcu otrzymali zgodę na zawarcie małżeństwa i wzięli ślub dopiero 5 czerwca 1945 r. 
Fot. Sven De Almeida
     Takie były realia sprzed 70 lat, to już historia. Wszystko wokół się zmienia i dziś już śluby obywateli Szwajcarii z obcokrajowcami nie wzbudzają jak dawniej tyle sensacji. A na zakończenie przytoczmy wspomnienia właśnie z dnia ślubu jednego małżeństwa – Polki i Szwajcara. Wesele odbyło się w kraju pochodzenia panny młodej, w tatrzańskim Zakopanem i było udanym połączeniem tradycji polskich i szwajcarskich. Msza celebrowana była po polsku (w większej części) i po francusku. Polskie tradycje kulinarne trafiły szwajcarskim gościom do serca, niektórzy podczas pobytu skusili się na oscypka, kaszankę czy pierogi. Szwajcarom szczególnie się spodobało, że wesele nie było sztywne ani na pokaz. Było kolorowo, elastycznie, intensywnie, wzruszająco i w pozytywnych emocjach – toteż goście stworzyli niepowtarzalny klimat i atmosferę. Nawet pogoda dopisała (mimo że rano deszcz lał jak z cebra). Zagranicznych gości zachwyciła także polska gościnność.
        Co tu dużo mówić, dla wielu Szwajcarów Polska nigdy nie była celem wycieczek. Przyjazd na ślub do Zakopanego przekonał ich jednak do nadwiślańskiego kraju i nawet jeśli niektórzy tylko przez kilka godzin widzieli miasta takie jak Kraków czy Warszawę, to wyjechali z mocnym postanowieniem powrotu.
E. Zuba


ŹRÓDŁO: David Michielan, Camps et hommes d'accueil valaisans, w Annales valaisannes: bulletin trimestriel de la Société d'histoire du Valais romand, 2005, s. 69-114.

     Zdjęcia zostały zrobione w Zakopanem (r. 2012), podczas ślubu i przyjęcia weselnego Elżbiety i Jérôme: Polki i Szwajcara. Przeszkód do zawarcia tego związku małżeńskiego nie było - Pomarańczowy Zakaz jest już na szczęście nieaktualny.


Kościół OO. Bernardynów pw. św. 
Antoniego z Padwy. Zakopane. 
Fot. E. Zuba
Fot. Sven De Almeida

wtorek, 29 stycznia 2013

Pomagamy

       Dziś przekazujemy wam szczególną prośbę Agnieszki Dudrak. Agnieszka jest asystentką oraz doktorantką Instytutu Etnologicznego Uniwersytetu w Neuchâtel. Obecnie od kilku miesięcy przebywa na stypendium w Gruzji, gdzie prowadzi badania naukowe związane z kierunkiem studiów. 


rys. E. Zuba
     "Kochani, zbieram ubrania i pieniądze dla kobiet, które padły ofiarą przemocy domowej w Gruzji. Zapewniam Was, że wszystko co prześlecie, trafi do portfeli tych pań a nie oszustów. Rozdawaniem wszelakich dóbr zajmuję się osobiście wraz z Tinatin Mosiashvili, tutejszą dziennikarką i wielką społecznicą. Zerknijcie więc do Waszych kieszeni, plecaków, szaf, a przede wszystkim do Waszych serc i podzielcie sie tym, co tam znajdziecie. Liczę na Was".

     Zbiórka damskich i dziecięcych ubrań odbędzie się podczas dwóch wieczorów w domu jednej z członkiń PolNe, w dwa najbliższe piątki, czyli 1-go i 8-go lutego. Akcja pomocowa będzie też pretekstem do towarzyskiego spotkania, rozmów i... kulinarnych uciech.  Pierwsze spotkanie nazwaliśmy „Słonym Wieczorem”, ponieważ gospodyni przygotuje polskie specjały "na słono", czyli placki ziemniaczane i barszcz czerwony. Drugi wieczór, dla odmiany, zadowoli wielbicieli słodyczy - w trakcie „Słodkiego” i będziecie mogli popróbować faworków i grzanego wina. Przygotujemy też skarbonkę, której zawartość przekażemy Agnieszce.
   
     Szczególnie polecamy - warto pomagać!
Ela
elzbieta.zuba[at]gmail.com

Fot. Elżbieta Zuba
CO: zbiórka dla kobiet, ofiar przemocy domowej w Gruzji. Zbiórka jest połączona z degustacją polskich   przysmaków "na słono" i "na słodko"
GDZIE: Neuchatel, dokładny adres via email (elzbieta.zuba[at]gmail.com)
KIEDY: "Wieczór Słony" ("მარილიანი საღამოს") 1 lutego od godz. 19.00; "Wieczór Słodki" ("ტკბილი საღამოს") 8 lutego od godz. 19.00 - napisy w nawiasach po gruzińsku!
ZA ILE: wstęp wolny, mile widziane datki do skarbonki
DLA KOGO: wszyscy, którym nie jest obojętny los innych osób; również dla smakoszy polskich specjałów

czwartek, 29 listopada 2012

Lato w Helwecji

     Wprawdzie wakacje dawno już za nami, a za oknami deszczowa jesień, ale na przekór szarej pogodzie - przypominamy szwajcarskie lato! W końcu - jeszcze tylko kilka miesięcy i znowu powróci. A z nim wielkie przygotowania do rozpoczęcia ciepłego sezonu. Po szwajcarsku.

środa, 24 października 2012

Wzgórze Czarodziejek

     La Côte-aux-Fées - tę wdzięczną nazwę (w bardzo wolnym tłumaczeniu „Wzgórze należące do Czarodziejek”) nosi gmina znajdująca się na północno-zachodnich obrzeżach naszego kantonu. Główna miejscowość (położona na wysokości ponad 1000 m.n.p.m. w paśmie Jury) nazywa się dokładnie tak samo, a  graniczy z Francją oraz kantonem Vaud. 
      Do La Côte-aux-Fées z Neuchâtel można dotrzeć po 45 minutach jazdy samochodem. Tereny te najprawdopodobniej nie były zamieszkane aż do XIV w. - w każdym razie nie znaleziono żadnych świadectw potwierdzających wcześniejsze osadnictwo. Gmina zajmuje teren o ok. 13 km kwadratowych i składa się z kilku osad, w których dominują gospodarstwa rolnicze. Rozwój ekonomiczny okolicy przypada na XVIII w., wtedy też otrzymała ona gminne prawa administracyjne. Dziś liczba mieszkańców wynosi ok. 500 osób.
     Sama nazwa miejscowości niestety nie ma nic wspólnego z wróżkami. Nazwa La Côte-aux-Fées wcześniej brzmiała La Costa es Faies (costa  łac. zbocze wzgórza, feta – łac. potoczna: owca, a w liczbie mnogiej barany) i odnosiła się do białych owiec pasących się na zielonych wzgórzach. Herb miasta również przedstawia białą owcę na zielonym tle.
     Z regionem tym związanych jest kilka ciekawych legend. Do najpopularniejszych należy opowieść o ostatniej zamieszkującej pobliskie groty wróżce. Starsi ludzie powiadają, że mieszkała tam z dawien dawna, ale nudziło się jej bardzo, więc często wyruszała na spacery. Najbardziej lubiła zachodzić do pobliskich osad i przyglądać się jej mieszkańcom. Kiedy miała dobry humor, za pomocą swojej czarodziejskiej różdżki chętnie pomagała ludziom w ich codziennych czynnościach. Jako że była dość kapryśna i zmiennego charakteru, łatwo wpadała w złość - a wtedy była zdolna do wszystkiego. 
La Côte-aux-Fées, XIX w., www.lambelet.org
     Pewnego dnia, zbliżając się do miasteczka, zauważyła budowniczych przy pracy. Bardzo się tym zdenerwowała i miała za złe, że robotnicy zaczęli pracę bez zwrócenia się wcześniej do niej. A przecież wiedzieli, że jedną z jej funkcji jest opieka i czuwanie nad wszelkimi pracami budowlanymi. „Pożałujecie tego!” - pogroziła im i odeszła obrażona. Robotnicy wkrótce zapomnieli o pogróżkach czarodziejki i kontynuowali swoją pracę. 
     Kłopoty jednak zaczęły się już wieczorem: żaden z nich nie mógł zasnąć! Jednemu zdawało się, że ciągle słyszy hałasy i mimo że zatykał sobie uszy, nic nie pomagało. Drugi nie mógł zmrużyć oczu i choć starał się z całej siły, to ciągle miał oczy szeroko otwarte. Trzeci zaś nie mógł zasnąć z powodu świądu na całym ciele.: im bardziej się drapał, tym bardziej swędziało. Ale nie na tym koniec! Nazajutrz wyczerpani i zmęczeni, skoro tylko przyszli na budowę, ze zgrozą zauważyli, że praca z minionego dnia była zburzona i trzeba było zacząć wszystko od nowa. 
Widok na wioskę od strony Saint-Olivier, XIX w., www.lambelet.org
     Historia powtórzyła się jeszcze kilka razy i robotnicy nie mieli już wątpliwości, że to sprawka czarodziejki. Postanowili się jej odwdzięczyć. Wiedząc, że przywiązywała wagę do ładnego wyglądu, sporządzili dla niej złoty pantofelek. Z tym że do środka nalali żywicy i przybili go na budowie gwoździem do deski. Czarodziejka, jak co noc, pojawiła się i od razu zauważyła złoty bucik. Założyła go bez wahania. Ale niestety! - nie mogła go już zdjąć ze stopy. Zdenerwowana próbowała przez dłuższy czas na wszelkie sposoby się go pozbyć. Bez skutku. W końcu zasnęła wyczerpana. Rankiem robotnicy przyszli i zastali zrezygnowaną, zaspaną wróżkę i z satysfakcją zauważyli, że ich pułapka zadziałała. Obiecali jej pomóc zdjąć nieszczęsny but w zamian za to, że już nigdy nie będzie im dokuczać ani w dzień, ani w nocy. Wróżka spełniła obietnicę. Co więcej, już nigdy nie widziano jej w tej okolicy.
     Z tamtych czasów pozostały tylko malownicze groty, które można zwiedzać. Trasa (ok. 45 minut pieszo tam i z powrotem) do Jaskiń Czarodziejek prowadzi z osady Saint-Olivier przez malownicze łąki i lasy z zapierającą dech w piersiach panoramą na przełęcze Noirvaux.
E. Zuba

piątek, 12 października 2012

Zostać gwardzistą

     Gwardia Szwajcarska (łac. Cohors pedestris Helvetiorum a sacra custodia Pontificis), Guardia Svizzera Pontificia, to najmniejsza i najstarsza istniejąca armia świata (istnieje niemal nieprzerwanie od roku 1506), a w jej skład wchodzą wyłącznie Szwajcarzy.
     Gwardia Papieska została powołana przez papieża-wojownika, Juliusza II, który szczególnie cenił sobie umiejętności wojskowe helweckich najemników (wcześniej ów papież był biskupem Lozanny - stąd tak dobra znajomość szwajcarskich przymiotów). Określił on zwerbowanych Helwetów jako "defensores Ecclesiae libertatis" ("obrońcy wolności Kościoła).
Fot. z www.niedziela.pl
     Obecnie wojsko liczy 110 żołnierzy. Jej członkami mogą zostać jedynie obywatele Szwajcarii w wieku 19-30 lat, kawalerzy, niekarani, praktykując katolicy o nieposzlakowanej reputacji (wymagane pisemne świadectwo proboszcza parafii - gwardia to wojsko wyznaniowe), ze świadectwem ukończenia podstawowej służby wojskowej w Szwajcarii. Nie bez znaczenia są też przymioty fizyczne - wzrost kandydata nie może być mniejszy niż 174 cm. Sam kandydat musi się wykazać tężyzną fizyczną, zarost na twarzy nie jest dozwolony.
      Okres rekrutacji trwa rok, a sama służba - dwa lata, z możliwością wydłużenia. W tym czasie żołnierze są obywatelami Państwa Miasta Watykanu, a dowódca jest członkiem Rodziny Papieskiej i ma tytuł Szlachcica Jego Świątobliwości. Obowiązkiem gwardzistów jest osobista ochrona papieża i dbanie o bezpieczeństwo na terenie Pałacu Apostolskiego. Żołnierze pełnią również straż przy bramach wjazdowych do Watykanu .
     Charakterystyczny, kolorowy strój gwardzistów ostatecznie zatwierdzono na początku XX wieku - to strój galowy, na codzień żołnierze ubierają się na w granatowe mundury i garnitury. oprócz halabard wyposażeni są oni także w szpady oraz broń palną.
     W roku 2006, w 500-ną rocznicę powołania gwardii miasteczku Naters uroczyście otwarto muzeum Gwardii Szwajcarskiej „Centro Guardia”. W muzeum znajdują się również archiwum i biblioteka tematyczna. Uroczystość odbyła się 11 listopada, w dniu św. Marcina – patrona papieskich ochroniarzy, jednak święto Gwardii Szwajcarskiej przypada 6 maja, na pamiątkę nierównej (i jedynej w historii gwardii) walki, jaką gwardziści w 1527 r. stoczyli w obronie papieża Klemensa VII z najemnikami cesarza niemieckiego Karola V. Z grupy 189 gwardzistów zginęło wtedy 147 mężczyzn. Właśnie tego dnia rekruci składają uroczystą przysięgę na sztandar Gwardii na Dziedzińcu św. Damazego.

INFO: 
Muzeum Centro Guardia: www.zentrumgarde.ch,
Oficjalna strona Gwardii Papieskiej: www.vatican.va/roman_curia/swiss_guard/index_it.htm
Gwardia na Facebooku: www.facebook.com/gsp1506